DĄBSKI KS-STRZELCY 2:2 (1:1)

strzelcy_krakow

Remis na wyraźne życzenie
Dąbski niemal prosił się o podział punktów z ostatnimi w tabeli Strzelcami i tego doczekał. Było 2:2 (1:1).
Oczywiście, mamy na myśli czysto sportowy aspekt gry Dąbskiego. Nasza drużyna zawiodła. Przecież na własnym boisku nie potrafiła pokonać ekipy, która wraca do klasy B i nawet nie wie, czyje boisko wynajmie. To chluby naszym nie przynosi.
Dąbski przez prawie cały mecz nie spełniał własnych standardów, a jednocześnie zdawał się go kontrolować. Na tym polegał paradoks tego spotkania, które przypominało niedawne starcie z Krakusem (2:1). Wtedy nasi wymęczyli skromne zwycięstwo. Teraz zabrakło 90 sekund.
Ale coś szwankowało od początku. Nie powinno, bo trener Krzysztof Szewczyk zaufał tym samym zawodnikom, którzy roznieśli 7:1 Górzankę. Jednak tydzień później ta drużyna funkcjonowała zupełnie inaczej. W typowy sposób (banalna strata plus zaskoczenie obrony długim kopnięciem w pole karne) straciła gola przed upływem 10 minut.
Nie to było jednak najgorsze, bo na początku drugiej połowy nasi wyszli na 2:1. Potem jednak popełnili grzech przepychu. Mieli tak znakomite okazje na 3:1 (szczególnie Wiktor Ziułek i Artur Turczyk), że je zmarnowali. Po prostu te okazje były… za dobre, zbyt oczywiste, by z nich strzelić gola i zamknąć mecz.
Pół biedy z tym, ale w ostatnich dwóch minutach nasza drużyna spisywała się dokładnie tak, jak na początku meczu. Padł w polu karnym Turczyk i mamy jedenastkę. Zaraz będzie 3:1, a nawet jakby Mirosław Semper spudłował, to przecież samo wykonywanie karnego zajęłoby resztę czasu.
Niestety, euforia trwała kilka sekund. Arbiter odwołał decyzję, uznając, że jednak to było męskie starcie, a nie faul. Pal sześć, bywa i tak! Jednak zdarzyło się najgorsze. Dąbski nie zdołał wrócić do defensywy, i chwilowy bałagan w naszych szeregach, wykorzystali Strzelcy. 2:2, gdy już byliśmy w ogródku i witaliśmy się z gąską.
Ten nieudany mecz skończył się swego rodzaju nagrodą! Parszywy dla Dąbskiego remis sprawił, że zostało przesądzone czwarte miejsce na koniec rozgrywek. To jest dziwny urok futbolu, po słabej postawie masz coś pewnego, czego nikt ci nie zabierze.
Nasuwa się tylko refleksja ogólniejsza: Dąbski przestał być regularnie zwycięskim zespołem. Ma duże wahania, na dobrą sprawę nie wiadomo, które pokaże oblicze. Trzeba po prostu dograć sezon i wyznaczyć cel na kolejne rozgrywki. Jeśli będzie nim spokojne granie w A klasie (w skali historii klubu to i tak sporo), to ten zespół i za rok da radę. Jeśli taki będzie cel. A tak nawiasem – okazało się, że przynajmniej trzech zawodników gości, którzy spadają z tej ligi, nie ustępuje umiejętnościami dąbianom. Ciekawe, w każdym zespole jest ktoś, kto mógłby grać na wyższym poziomie.
W sobotę nasi jadą na Zwierzyniecki (godz. 17).
DĄBSKI – STRZELCY KRAKÓW 2:2 (1:1). Gole – W. Ziułek 43′, Cebula 49′.Skład Dąbskiego: Banasik – Turbasa, Szot, Gilarski (65′ Semper) – Jędrysiak (46′ Gerlich), Madyda, Turczyk, Cebula – Radwański (75′ A. Ziułek), W. Ziułek, Adamski (55′ Małota).

GÓRZANKA NAWOJOWA GÓRA-DĄBSKI KS 1:7 (O:5)

Byłeś baranem, jesteś rzeźnikiem…1601354_219018744975458_1993161195_n-203x300

Rewanż pełną gębą! Dąbski wyrównał rachunki z Górzanką, demolując ją w Nawojowej Górze 7:1 (5:0).
Jesienią Górzanka zrobiła to na Dąbiu. Było 0:5 po meczu, jaki zdarza się raz w życiu. Nasz zespół jeszcze w pierwszej połowie stracił dwóch zawodników (czerwone kartki, przysłużył się do nich słabo wtedy dysponowany sędzia), a kontuzji kolana doznał – i do dziś nie wrócił – bramkarz Marcin Wadowski. Do tego Dąbski beznadziejnie obijał poprzeczkę.
Wtedy los wyraźnie sprzyjał Górzance. I miała snajpera Tomasza Krzysiaka, który strzelił wszystkie gole. Teraz on tam nie gra, a fortuna uśmiechnęła się do nas. Większość dobrych akcji Dąbskiego zakończyła się zmianą wyniku.
Spodziewaliśmy się tego -;) W relacji z tamtego spotkania umieściliśmy m.in. takie zdanie: „5:0 na Dąbiu będą tam opowiadać wnukom, niezależnie od tego, komu los zakręci na wiosnę, w rewanżu.”
Ale tak całkiem na poważnie, to nasi pojechali do Nawojowej Góry podwójnie zmotywowani. Głównie chodziło o srogi rewanż na Górzance, jednak w szerszej perspektywie, o przerwanie serii meczów bez zwycięstwa – były takie 3, co się w klubie dawno nie zdarzyło.
Miło było popatrzeć, jak Dąbski rządzi na terenie rywala, gdzie nigdy dotąd nie był (Górzanka długo była gospodarzem w Krzeszowicach). Znów wróciła radość z gry, determinacja, koncentracja, asekuracja i finezja. Nasi posiadali piłkę przez większość czasu i tak jak dawniej, wiedzieli co z nią zrobić. Nie było słabego punktu, drużyna składała się z niezłych, dobrych i bardzo dobrych.
W rankingu goli wyróżniamy trzy: soczyste uderzenie w okienko autorstwa Rafała Cebuli, rogala Mateusza Jędrysiaka z rzutu wolnego, no i pewne uderzenie Mateusza Radwańskiego po koronkowej akcji z kilku podań. Premierowe trafienie w drużynie odnotował młodzieżowiec Michał Adamski. Już do przerwy byliśmy z nimi „rozliczeni”.
Warto zwrócić uwagę na taktyczny szczegół. Trener Krzysztof Szewczyk zastosował manewr z trzema obrońcami. To spora zmiana, jeśli latami grało się w czwórkę, ale pomysł naszego szkoleniowca okazał się owocny. Andrzeja Turbasę, Karola Szota (drugi jego kolejny mecz w centrum defensywy) i Marka Gilarskiego z wyczuciem asekurował Krzysztof Madyda. Poszło!
Kto wie, czy to stanie się nowym trendem we współczesnej piłce. Trójką w obronie gra m.in. Juventus i kosi w zasadzie wszystkich. Jest to dość odważne ustawienie, jednak zastanówmy się, czy potrzeba aż czterech obrońców, gdy rywal ma jednego nominalnego napastnika? Zyskujesz wtedy dodatkowego zawodnika w pomocy lub w ataku i tak to wyglądało w Nawojowej Górze. Nasi nacierali sprawiając wrażenie, że jest ich więcej. Oczywiście, to może przynieść kiedyś zły skutek, ale istotne jest dostosowanie taktyki do możliwości zawodników i bieżących potrzeb drużyny. Zresztą, A klasa to niby tylko A klasa, niemniej wielu naszych piłkarzy zaczęło grać jeszcze w XX wieku i można od nich oczekiwać, że szybko się „przełączą” na taki czy inny system.
Nie ma z Górzanką już złej krwi. Byliśmy dla niej baranem, a jesteśmy rzeźnikiem. Życie… na koniec jednak pochwalmy biało-zielony klub. Nie jest on lubiany w tej lidze, bo dość odległy. Tymczasem po tym, co zobaczyliśmy na wyremontowanym obiekcie, do Nawojowej Góry możemy jeździć częściej. Niezła, nawadniana tuż przed meczem murawa, porządny, czysty budynek, spora szatnia i atmosfera dużego wydarzenia we wsi. Czuło się, że im się chce. Wracamy do domu i myślimy, że skoro otoczona taką opieką drużyna jest jednak gorsza od naszej, to… nie jest z nami tak źle. Zacznijmy cenić siebie samych, że coś w tej A klasie znaczymy, a o lidze okręgowej pomyślmy, jak weźmiemy z Nawojowej Góry organizacyjne wzorce.
Najbliższy mecz to pojedynek ze Strzelcami u siebie (niedziela 4 czerwca o 15).
GÓRZANKA NAWOJOWA GÓRA – DĄBSKI 1:7 (0:5). Gole – Radwański 9′ i 71′, Jędrysiak 15′ i 52′, Adamski 23′, Cebula 32′, Turczyk 41′. Skład Dąbskiego: Banasik – Turbasa (60′ Semper), Szot, Gilarski – Jędrysiak, Madyda, Turczyk, Cebula – Radwański, W. Ziułek, Adamski (60′ A. Ziułek).

SPORTOWIEC MODLNICZKA-DĄBSKI KS 1:1 (1:0)

Gra lepsza od wyniku
Lekki niedosyt dominuje po wizycie w Modlniczce. Dąbski tylko zremisował ze Sportowcem 1:1 (0:1), chociaż miał optyczną przewagę na terenie rywala. Można było tam wygrać.
Dziwny był ten mecz. Dlaczego? Bo można też było przegrać, mimo że gospodarze głównie się bronili przed naszą drużyną. Żerowali na błędach Dąbskiego. Mieli problem ze złożeniem składnej akcji, liczyli więc na kontry. Nie wiemy, czy tak planowali, czy im tak wyszło, ale kilka razy szybko przenieśli akcję na przedpole Dąbskiego i trzy nasze faule tuż przed polem karnym były koniecznością. Za jeden z nich, w doliczonym czasie gry, z boiska wyleciał Adrian Gerlich.
Wśród gospodarzy brylował szczupły blondynek. Nasi nie znali go, wcześniej nie występował w klasie A. Pojawił się nie wiadomo skąd i narobił zamieszania. W ostatniej minucie pierwszej połowy swoją lepszą lewą nogą huknął z ponad 30 metrów. Strzał w stylu Juninho, piłka świdrowała to w jedną, to w drugą stronę i Artur Banasik nie dał rady.
Po meczu dowiedzieliśmy się, kto to. Nazywa się Marcel Wilczyński, ma zaledwie 18 lat. A umie dużo, bo kilka lat spędził w… Wiśle. I to nie jako statysta, a czołowy zawodnik trampkarzy, a potem juniorów młodszych. Dość powiedzieć, że był kolegą Kacpra Laskosia, który weekend spędził jako rezerwowy w meczu ekstraklasy z Jagiellonią.
Nie wiadomo, co ten chłopak robi akurat w klasie A, pewnie ma problem z poukładaniem własnych spraw, ale długo w tej lidze nie powinien zostać. My tylko wzdychamy, że ktoś ma młodzieżowca-asa, a u nas od lat młodzieżowcy spełniają marginalne role.
Wróćmy do Dąbskiego. Grał nieźle w wybranych aspektach – dobrze w obronie, dobrze w środku pomocy. I co z tego, skoro akcje łamały się w „16” lub w jej pobliżu. To poważna bolączka naszej drużyny. Zawodnicy przesadzają z koronkowymi próbami a la Barcelona, próbują serią krótkich podań wjechać tam, gdzie aż roi się od rywali. Za rzadko strzelają. Ale w Modlniczce nawet nie to było najgorsze, bo jednak 5-6 wjazdów w „16” nastąpiło. Słabiutkie były ostatnie podania, w nogi obrońców, za bramkę, w ręce bramkarza. Z powodu tych kiksów niezłej gry nie udało się przekuć w zwycięstwo, a punkt został uratowany po wrzutce Tomasza Małoty i główce Karola Szota.
Z samych statystyk da się wyciągnąć wnioski. Typowy mecz Dąbskiego w tej rundzie to taki, gdy zdobywa jedną bramkę. Tak się za często nie wygra. Typowo też Dąbski coś traci, dlatego zwycięstwa zaczęły się przeplatać z remisami i porażkami. Trener Krzysztof Szewczyk ma ograniczone pole manewru (w Modlniczce mogło zagrać 14 zawodników, czyli mniej niż wynosi limit zmian), bo w klasie A powody absencji piłkarza to temat na książkę.
Teraz przerwa, w następną niedzielę nasza drużyna zagra w Nawojowej Górze z Górzanką.
SPORTOWIEC MODLNICZKA – DĄBSKI 1:1 (1:0). Gol dla Dąbskiego – Szot 76′.SKŁAD DĄBSKIEGO: Banasik – Gerlich 90′ cz, Szot, Madyda, Gilarski – Cebula, Nowak (70′ Radwański), Małota, Adamski (60′ W. Ziułek) – Semper, Turczyk.

DĄBSKI KS -PRĄDNICZANKA II 1:3 (0:2)

 logo_PK Smutny tydzień…
To było smutne popołudnie na Dąbiu. Kilka dni po śmierci zasłużonego sympatyka klubu, nasza drużyna nieoczekiwanie uległa rezerwie Prądniczanki 1:3 (0:2).
W minionym tygodniu zmarł Tadeusz Balonek (pogrzeb w środę 10 maja o 11 na Grębałowie). To bolesna dla nas strata. Pan Tadeusz regularnie dopingował Dąbskiego, był na meczu jeszcze miesiąc temu, z Wieczystą. Związany z klubem na dobre i na złe, wcześniej tu grał, tu był oddanym działaczem, m.in. kierownikiem drużyny. Jeden z tych nielicznych, którzy nie zważali na wyniki, pogodę, stan klubowej kasy. Do Dąbskiego nikt i nigdy nie musiał Go przekonywać. Jeszcze w zeszłym roku, na Wigilię, nasz Prezes Władysław Kowalówka uhonorował Pana Tadeusza odznaką klubową, przeznaczoną dla najwierniejszych dąbian. Cześć Jego pamięci!
W sobotę Panu Tadeuszowi poświęcono minutę ciszy. Po niej nastąpiło 45 marnych minut w wykonaniu naszej drużyny. To tylko stwierdzenie faktu, a nie szukanie związku przyczynowo-skutkowego. Gra Dąbskiego w tym okresie nikomu nie przypadła do gustu.
Nasi poczynali sobie zbyt nerwowo. Popełnili mnóstwo błędów w podstawowych elementach – przyjęciu piłki, jej prowadzeniu, podaniach. A śliskie boisko sprzyjało płynnej grze, więc nie ma się czym tłumaczyć. Jeśli na takiej murawie nie wykorzystujesz jej zalet, to pozostają ci jej wady, czyli wystarczy jeden kozioł, by piłka wyszła na aut.
Dominowały złe decyzje. Zbyt skomplikowane, jak na obecne możliwości drużyny, próby budowania akcji. Dąbski zrezygnował ze strzałów, chcąc tradycyjnie wjechać w pole karne serią efektownych podań. Te kombinacje sprawdzały się długo, nawet w zeszłej rundzie, ale ostatnio nie wychodzą, bo zawodzi wiele ogniw, zwłaszcza skrzydłowi i napastnik lub napastnicy.
Poza tym Dąbski, co pokazała druga połowa, mógł wyższym pressingiem nękać Prądniczankę. Trener Krzysztof Szewczyk tego od początku nie zabraniał, ale nasi zawodnicy za wolno się rozkręcali. Rozkręcili się, jak już, niestety, było 0:2.
Pierwszy gol – kuriozalny. Gracz Prądniczanki niemal z linii końcowej chciał dośrodkować piłkę. I wyszło lepiej – został strzelcem! Piłka niemal otarła się o bliższy słupek, by po linii bramkowej i odbiciu się od dalszego słupka wpaść do siatki, zaskakując wszystkich, a najbardziej bramkarza Artura Banasika i autora gola, któremu wpadł w ręce szczęśliwy los na loterii.
Druga bramka to wynik błyskawicznej kontry, zapoczątkowanej stratą Krzysztofa Madydy. Nasi nie zdołali skasować akcji, mimo że błąd nastąpił w okolicy środka boiska.
W drugiej odsłonie mecz diametralnie się odmienił. Dąbski zaczął dominować, co z jednej strony było pozytywnym sygnałem, że ten zespół jeszcze ma sporo paliwa w baku, a z drugiej – dlaczego budzi się, przekuwa złość w dobrą grę dopiero wtedy, gdy jest na dużym minusie? To kwestia tylko i wyłącznie umysłów piłkarzy, ich determinacji, waleczności i szacunku wobec siebie, trenera, kibiców. Zostawmy to, oby drogowskazem na następne mecze była druga połowa z minionej soboty.
Nasi mogli nie tylko doprowadzić do remisu, ale wręcz wygrać! O ile do przerwy mieli tylko jedną okazję (kiks Wiktora Ziułka z zaledwie metra przed bramką), to potem stworzyli ich sześć. Wykorzystali tylko karnego (Mirosław Semper). Mógł paść gol z akcji Tomasza Nowaka, powinien paść, ale z bliska spudłował Mateusz Jędrysiak. Próbował też przesunięty na skrzydło Rafał Cebula.
Szkoda, że krawędzie bramek tak jednoznacznie sprzyjały Prądniczance. Dwa gole (także ten z karnego na 3:1) wpadły po słupkach. Tymczasem u nas główki Karola Szota i Tomasza Nowaka to strzały w poprzeczkę i wewnętrzną część słupka! Piłka tym razem przeturlała się na aut, koło drugiego słupka. Cholerny niefart. Tych kilka centymetrów zrobiło różnicę i zamiast 3:1 jest 1:3.
Niczego nie należy odbierać rywalom. Wygrali na boisku faworyta i w sumie wypadli lepiej niż zwykle. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że następnym razem nie mieliby aż takiej dozy szczęścia w kluczowych akcjach meczu.
Nam pozostaje stwierdzić, że była to czwarta w sezonie, a druga z kolei porażka Dąbskiego, który w niedzielę wybierze się do Modlniczki (godz. 18) i spróbuje na Sportowcu wrócić do dobrych nawyków.
DĄBSKI – PRĄDNICZANKA II 1:3 (0:2). Gol dla Dąbskiego – Semper 62′ z karnego.
SKŁAD DĄBSKIEGO: Banasik – Szot, Cebula, Madyda, Gilarski (78′ A. Ziułek) – Radwański (55′ Turbasa), Nowak, Semper, Turczyk, Jędrysiak (75′ Gerlich) – W. Ziułek (60′ Adamski).