DĄBSKI KS – LOT BALICE 3:1 (2:0)

Najważniejsze, jak kończysz !!!
W ostatnim meczu pod wodzą Krzysztofa Szewczyka nasi piłkarze złożyli mu najlepszy hołd. Pokonali silny zespół LOT-u Ba19441135_1888003278120417_1722245276_nlice 3:1 (2:0).
Był to pokłon od zawodników, z którymi Krzysiek – konwenanse są teraz najmniej istotne – spędził i jedną rundę, i 10 długich lat! Poprosił przed meczem, by zagrali dla niego, i po dekadzie wzlotów i upadków, miał do tego święte prawo. Nie żądał, nie nakazywał, nie wyznaczał zadań i nie ostrzegał. Raz jeden poprosił. Na koniec.
Nawet gdyby tego nie zrobił, reakcja drużyny byłaby podobna. Za wiele z nim przeżyła – chwile euforii i klęski, momenty triumfu i zwątpienia, cztery pory roku, zapał i zniechęcenie, nadzieje i obawy, sparingi i mecze, prezydentów, premierów i tych wszystkich kierowników zamieszania. Przeżyli wspólnie wszystko, co się w piłce da. To im zostanie, tego nic nie przekreśli.
Krzysiek odchodzi, bo chce. Zwolnił się sam – już to jest bardzo rzadkim zjawiskiem w futbolu. A jak się zwalniasz po tylu latach – to sytuacja jest niezwykła. I co ma zrobić zawodnik, wiedząc, że to ostatni mecz u tego trenera? Podkreślić jego kadencję ostatnim wynikiem. Szanujesz go, to się zepniesz i raczej wygrasz, a przynajmniej pokażesz, że ci zależało. Nie szanujesz… olejesz sprawę, tym bardziej, że tak w ogóle to ten mecz nie zmieni twojej pozycji w tabeli.
W takiej sytuacji był Dąbski. Nie mógł na koniec sezonu 2016/17 awansować ani spaść z 4. miejsca w klasie A. Mógł tylko godnie pożegnać Krzyśka, który oprócz tego, że jest Trenerem, to jest Człowiekiem. A to nie zawsze idzie w parze.
Plan się powiódł. Dąbski całościowo zagrał chyba najlepiej w całym sezonie. Chodzi o to, że poprawnie, dobrze i bardzo dobrze zagrali wszyscy. Jednak… nie tylko o to, bo to już się zdarzało. Oceniając tak pozytywnie drużynę, mamy na myśli dwie inne sprawy: równą grę przez 90 minut, no i twardą postawę na tle mocnego rywala. LOT Balice ma niepozorną nazwę – w sumie nie wiemy, kto i co łączy ten klub z branżą lotniczą; nie ma swojego boiska – gra w Szczyglicach, co jeszcze rozmywa tę dość bladą tożsamość; ma za to dobrych w A klasie piłkarzy. Fakty: drużyna Jana Cyniewskiego przegrała na Dąbiu dopiero trzeci mecz w sezonie i po raz pierwszy straciła trzy gole. To świadectwo dużego wyczynu naszych piłkarzy, ale też wysokiej klasy przeciwnika.
Prostopadłe podania – Artura Turczyka do Rafała Cebuli, potem Wiktora Ziułka do Turczyka – były „palce lizać”. Spokojne, wymierzone finisze. „Talerz” Tomasza Małoty do Amadeusza Ziułka, który pożegnał trenera na zasadzie „lepiej późno niż wcale”. A w tyłach jak rzadko udzielała się cała drużyna.
Czy szkoda, że nie było tak częściej? Pewnie, każdy by chciał szampana po śniadaniu. Ale tak miało być, ten zespół nie mógł co tydzień tak pięknie grać. Zmobilizował się w szczególnej chwili i zwyciężył. Dla trenera Szewczyka i dla siebie. Po męsku, bo przecież najważniejsze jest, jak skończyłeś.
DĄBSKI – LOT BALICE 3:1 (2:0). Gole dla Dąbskiego – Cebula 28′, Turczyk 35′, A. Ziułek 82′.Skład Dąbskiego: Banasik – Gerlich, Szot, Turbasa (68′ Nowak), Gilarski – Jędrysiak (77′ A. Ziułek), Małota, Madyda, Turczyk, Cebula – W. Ziułek.lot_balice

DRAGON SZCZYGLICE – DĄBSKI KS 3:3 (1:3)

                                     Kończy się epoka – Krzysztof Szewczyk odchodzi
Krzysz14415tof Szewczyk przestaje być trenerem seniorów Dąbskiego. To koniec dekady, epoki, do której długo będziemy wracać.
47-letni szkoleniowiec odchodzi z własnej woli. Rezygnuje z dalszej pracy w Dąbskim – po prostu nie podpisze nowej umowy. Sygnalizował to w maju zawodnikom – ci jednak nie dowierzali. W ubiegłym tygodniu o swej decyzji poinformował zarząd klubu z prezesem Władysławem Kowalówką na czele, a we wtorek, przed meczem z Dragonem Szczyglice (3:3) ostatecznie przekazał ją drużynie. Sobotnia konfrontacja z LOT-em Balice (godz. 17), ostatnia w tym sezonie, będzie pożegnalną.
Najpierw trzy lata, potem przerwa i siedem sezonów począwszy od 2010 roku. Szmat czasu! To imponująca, pod względem długości, kadencja. Odnosząc kadencję „Szewca” w Dąbskim do trenerów w klubach podobnego pokroju, to na dobrą sprawę nie ma czego porównywać. Oni zmieniają się w cyklu sezonowym lub rundowym, on wytrwał w wieloletnim. Standardowe pytanie: ,Gdzie teraz jesteś?”. Gdy padała odpowiedź, że w Dąbskim, następował zwykle taki komentarz: „Aha, u Krzyśka. On ma tam dożywocie”.
Jednak nie.
Krzysztof Szewczyk stał się symbolem naszego klubu. Mimo, że był zawodnikiem m.in. Wisły, Hutnika, Garbarni i Wawelu, a zatem dużo większych firm, to przez wielu jest i zapewne długo będzie utożsamiany z Dąbskim. Przez dekadę odcisnął silne piętno na klubie. Zaledwie trzech z obecnych piłkarzy Dąbskiego (Mirosław Semper, Rafał Cebula i Krzysztof Madyda) pamięta innych szkoleniowców. Reszta grała tylko za „Szewca”.
O tym, dlaczego rezygnuje, opowie sam, jeśli uzna to za stosowne. My motywów jego decyzji możemy się tylko domyślać. Po kilku ciężkich sezonach między A i B klasą, gdy respekt wśród rywali budzili pojedynczy zawodnicy, ale nie zespół, Dąbski w ostatnich 2-3 sezonach wzniósł się na dużo wyższy pułap. Zyskał dobrą reputację – drużyny, a nie zlepka, i jak na warunki A klasy, prezentował stylową grę w piłkę, a nie jej kopanie. Dąbski wreszcie budził szacunek i przykuwał uwagę. Był gwarantem solidnej jakości, i duża w tym zasługa trenera.
Niestety, przy wysokiej średniej wiekowej trzonu zespołu, a jednocześnie schnącym dopływie młodych zawodników (niby skąd ich brać, szkolenie w klubie jest szczątkowe) – te złote lata zaczęły się ostatnio rozmywać. Trener musiał to widzieć i najwyraźniej uznał, że drużyna doszła do ściany, a wywracanie wszystkiego do góry nogami byłoby ponad jego siły. Czuł, że na Dąbskiej przepadł moment, gdy można było, kilkoma wzmocnieniami, zapukać do raju, którym byłaby okręgówka.
Nie wiemy, kto po nim nastąpi? To zależy od tego, czy „góra” ma plan na wizytówkę klubu, bo taką są jego seniorzy. I jaka to wizja? – zimować w A klasie, iść w górę, czy nie przejmować się powolnym regresem? Kto ma tu grać: mali, duzi, młodzi, starzy, brodaci, ogoleni, swoi, obcy, wypożyczeni, kupieni czy wychowani? Sprowadzą się sami czy my ich sprowadzimy? Pytań jest sporo, odpowiedzi pewnie wkrótce przyjdą.
Jedno jest pewne. Odejście Krzysztofa Szewczyka to wstrząs. Przez lata dawał on poczucie stabilności. Zostaje po nim próżnia, którą trzeba szybko zapełnić.
W tej wyjątkowej sytuacji ograniczymy się do krótkiej wzmianki o zaległym meczu w Szczyglicach. Było 3:3, chociaż nasi przez chwilę prowadzili 3:0 z Dragonem. Znów zgubili punkty, a sytuacje bramkowe marnowali tak beztrosko jak ostatnio. W sobotę zagrają z LOT-em, oby zwycięsko na pożegnanie z trenerem Szewczykiem.
DRAGON SZCZYGLICE – DĄBSKI 3:3 (1:3). Gole dla Dąbskiego – Szot 22′, Turczyk 31′, Jędrysiak 35′. Czerwona kartka – Semper 87′.Skład Dąbskiego: Banasik – Gerlich, Szot, Turbasa (68′ Semper), Gilarski – Jędrysiak(Ziułek A.), Małota, Madyda, Turczyk, Cebula – W. Ziułek.

ZWIERZYNIECKI-DĄBSKI KS 2:1 (1:1)

Punkty przeciekłyzks-logo
Znów się rozczarowaliśmy. Dąbski, zamiast wygrać lub przynajmniej zremisować, uległ Zwierzynieckiemu 1:2 (1:1).
Punkty przeciekły naszej drużynie przez palce. Na pewno nie była gorsza od gospodarzy, a sytuacji bramkowych miała po prostu więcej. Jednak indolencja strzelecka po raz kolejny zdusiła ekipę Krzysztofa Szewczyka.
Z czterech zmarnowanych okazji jedna lub dwie powinna zostać wykorzystana. Najbardziej zawiódł Mateusz Jędrysiak, który w pierwszej połowie zaprzepaścił rzut karny. Wykonał go słabo – począwszy od ustawienia piłki w dołku, po sygnalizowany strzał, niezbyt mocny i skierowany blisko środka bramki, dlatego bohaterem akcji został golkiper gospodarzy Karol Teterycz.
Był to już trzeci zmarnowany wiosną karny Dąbskiego! Na cztery przyznane. Skuteczność jedenastek na poziomie 25 procent jest żałosna i najlepiej ilustruje strzeleckie problemy Dąbskiego.
Kiepsko uderzył też Mateusz Radwański. Kilkanaście sekund po wejściu na boisko miał piłkę na woleja z 9 metrów. Wystarczyłoby trafić w bramkę, a Teterycz nawet by nie zipnął. Jednak piłka minęła słupek w słusznej odległości.
Przed bramkarzem stanęli też Wiktor Ziułek i Tomasz Małota. Nie dali rady, z tym że Ziułkowi zabrakło odrobiny precyzji, bo trafił piłką w słupek. Szkoda, bo Dąbski zagrał niezły mecz u niezłej drużyny.
W sumie ze Strzelcami i Zwierzynieckim powinny być co najmniej 4 punkty, a jest jeden. Niestety, ale to gubienie punktów może potrwać, bo dramatycznie brakuje dobrego napastnika. A w zasadzie to nie ma go w klubie od niepamiętnych czasów. Gdyby taki kapitan Zwierzynieckiego, Marcin Rutkowski, grał na Dąbskiej, to przy tych pomocnikach strzeliłby kilkanaście goli w sezonie, a nasz KS twardo biłby się o awans do okręgówki.
Darujemy sobie opis bramek, nie to jest tak istotne po meczu, który miał znaczenie głównie ambicjonalne. Na zakończenie sezonu, złożonego z dobrej jesieni i dużo słabszej wiosny, nasi zagrają w Szczyglicach z Dragonem (wtorek), a potem z LOTem Balice u siebie (sobota o 17).
Zapraszamy naszych fanów zwłaszcza na sobotę. To będzie ostatni występ tej drużyny. Latem zanosi się bowiem na spore zmiany kadrowe – ten zespół wyczerpał swoje możliwości. Męczy się coraz bardziej, miota, żeby wyszarpać punkty. Potrzebuje świeżej krwi, kilku wzmocnień, a nie uzupełnień. Potrzebuje większego zainteresowania. Ale to pytanie do kierownictwa klubu, czego oczekuje od swej sztandarowej drużyny i jak zamierza ją wspierać. Bo często odnosi się wrażenie, że ten klub to tylko trener Szewczyk i 15 zawodników.
ZWIERZYNIECKI – DĄBSKI 2:1 (1:1). Gol – Madyda 38′.Skład Dąbskiego: Banasik – Gerlich, Turbasa (65′ Radwański), Szot, Gilarski – Jędrysiak (66′ Nowak), Madyda, Małota, Turczyk, Cebula – W. Ziułek.

DĄBSKI KS-STRZELCY 2:2 (1:1)

strzelcy_krakow

Remis na wyraźne życzenie
Dąbski niemal prosił się o podział punktów z ostatnimi w tabeli Strzelcami i tego doczekał. Było 2:2 (1:1).
Oczywiście, mamy na myśli czysto sportowy aspekt gry Dąbskiego. Nasza drużyna zawiodła. Przecież na własnym boisku nie potrafiła pokonać ekipy, która wraca do klasy B i nawet nie wie, czyje boisko wynajmie. To chluby naszym nie przynosi.
Dąbski przez prawie cały mecz nie spełniał własnych standardów, a jednocześnie zdawał się go kontrolować. Na tym polegał paradoks tego spotkania, które przypominało niedawne starcie z Krakusem (2:1). Wtedy nasi wymęczyli skromne zwycięstwo. Teraz zabrakło 90 sekund.
Ale coś szwankowało od początku. Nie powinno, bo trener Krzysztof Szewczyk zaufał tym samym zawodnikom, którzy roznieśli 7:1 Górzankę. Jednak tydzień później ta drużyna funkcjonowała zupełnie inaczej. W typowy sposób (banalna strata plus zaskoczenie obrony długim kopnięciem w pole karne) straciła gola przed upływem 10 minut.
Nie to było jednak najgorsze, bo na początku drugiej połowy nasi wyszli na 2:1. Potem jednak popełnili grzech przepychu. Mieli tak znakomite okazje na 3:1 (szczególnie Wiktor Ziułek i Artur Turczyk), że je zmarnowali. Po prostu te okazje były… za dobre, zbyt oczywiste, by z nich strzelić gola i zamknąć mecz.
Pół biedy z tym, ale w ostatnich dwóch minutach nasza drużyna spisywała się dokładnie tak, jak na początku meczu. Padł w polu karnym Turczyk i mamy jedenastkę. Zaraz będzie 3:1, a nawet jakby Mirosław Semper spudłował, to przecież samo wykonywanie karnego zajęłoby resztę czasu.
Niestety, euforia trwała kilka sekund. Arbiter odwołał decyzję, uznając, że jednak to było męskie starcie, a nie faul. Pal sześć, bywa i tak! Jednak zdarzyło się najgorsze. Dąbski nie zdołał wrócić do defensywy, i chwilowy bałagan w naszych szeregach, wykorzystali Strzelcy. 2:2, gdy już byliśmy w ogródku i witaliśmy się z gąską.
Ten nieudany mecz skończył się swego rodzaju nagrodą! Parszywy dla Dąbskiego remis sprawił, że zostało przesądzone czwarte miejsce na koniec rozgrywek. To jest dziwny urok futbolu, po słabej postawie masz coś pewnego, czego nikt ci nie zabierze.
Nasuwa się tylko refleksja ogólniejsza: Dąbski przestał być regularnie zwycięskim zespołem. Ma duże wahania, na dobrą sprawę nie wiadomo, które pokaże oblicze. Trzeba po prostu dograć sezon i wyznaczyć cel na kolejne rozgrywki. Jeśli będzie nim spokojne granie w A klasie (w skali historii klubu to i tak sporo), to ten zespół i za rok da radę. Jeśli taki będzie cel. A tak nawiasem – okazało się, że przynajmniej trzech zawodników gości, którzy spadają z tej ligi, nie ustępuje umiejętnościami dąbianom. Ciekawe, w każdym zespole jest ktoś, kto mógłby grać na wyższym poziomie.
W sobotę nasi jadą na Zwierzyniecki (godz. 17).
DĄBSKI – STRZELCY KRAKÓW 2:2 (1:1). Gole – W. Ziułek 43′, Cebula 49′.Skład Dąbskiego: Banasik – Turbasa, Szot, Gilarski (65′ Semper) – Jędrysiak (46′ Gerlich), Madyda, Turczyk, Cebula – Radwański (75′ A. Ziułek), W. Ziułek, Adamski (55′ Małota).